Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3

TEMAT: Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 20:28 #35697

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
Cześć. Nazywam się Marysia i być może moja historia wyda Wam się banalna, bo z moim mężczyzną dotkniętym problemem alkoholowym nie łączy mnie ślub, dzieci, kredyt hipoteczny... To po prostu mój partner, jesteśmy jeszcze młodzi, rok temu skończyliśmy studia.
Przepraszam bo to będzie długi post, ale potrzebuję się wyżalić... Nikomu do tej pory nie powiedziałam o tym wszystkim.

Piszę do Was, bo nie wiem, co robić. Czytałam w sieci dużo o uzależnieniach, ale nie potrafię tego odnieść do siebie, może Wam byłoby łatwiej spojrzeć na to z boku i dać mi jakieś konkretne rady...
Od początku. Nasz związek trwa już od wielu lat, w nastoletnim wieku zostaliśmy parą. Początki były szalone - dużo imprezowaliśmy, często piliśmy alkohol, trochę zachłysnęliśmy się tą "jeszcze nie dorosłością" i tak nam jakoś minęło kilka lat. Nie widziałam w tym żadnego problemu, bo wiele moich znajomych spędzało czas w klubach, barach lub na domówkach i alkohol był tylko dodatkiem, ale tak było dopóki mój chłopak nie zaczął pić na umór. Mi też zdażało się przesadzić z alkoholem, jednak później wyciągałam z tego wnioski i po prostu nie piłam do upicia się, a on przy każdej okazji pił do nieprzytomności. Okazji było dużo (życie studenckie), a on z każdej korzystał. To było alarmujące i zaczęłam reagować, mówiłam mu żeby przestał pić bo jest pijany... I czasami kończyło się to fatalnie, awanturą lub nawet przemocą psychiczną (wynikało z awantury, on w końcu szantażował mnie samobójstwem, bo mówił, że nie ma po co żyć) lub nawet przemocą fizyczną skierowaną w moją stronę. Myślę, że jestem współuzależniona, bo kto pozwoliłby sobie na pobicie?... :( Przede wszystkim było mi za niego wstyd, niektórzy znajomi odwrócili się ode mnie, bo nie chcieli żebym przyprowadzała na spotkania awanturnika, przed resztą za bardzo się wstydziłam i sama ucięłam kontakt. W tej chwili nie mam już żadnych znajomych.
Przeszliśmy przez bardzo patologiczny okres, kiedy on pił na umór, ja widząc go pijanego sama piłam (mimo że miałam już wstręt do alkoholu i w innych okolicznościach go nie ruszałam), bo chciałam tak jak on odciąć się od tego, zazdrościłam mu tego że on sobie śpi spokojnym pijackim snem, a ja płaczę. Często okłamywał mnie że nie pił i wynikały z tego duże awantury, interweniowała policja, przy groźbach samobójczych został przewieziony do szpitala skąd go wypuszczono po godzinie, raz był na wytrzeźwiałce. Zdarzało się, że budził mnie rano dźwięk otwieranego piwa, które chował przede mną. Pił w ukryciu, wychodził niby na zakupy a w między czasie kupował piwo (oczywiście za moje pieniądze, bo zakupy dla mnie), znajdowałam paragony pokazujące że kilkadziesiąt minut po tym jak wyszłam do pracy on poszedł do sklepu po 5 piw... A potem po kolejne pięć... I kolejne...
Mimo wszystko nie chciałam odpuścić bo tęskniłam do osoby, którą kocham, a którą zabiera mi choroba. W końcu uświadomił sobie, że ma problem. Zaczął się leczyć, ale moim zdaniem to leczenie się jest bardziej dla mnie niż dla niego... Chodzi na spotkania przykościelne, często je opuszcza, nie zachowuje abstynencji, mówi że te mitingi bardziej go dołują i skłaniają do picia niż motywują do zdrowienia. Mówiłam mu, żeby poszukał innej grupy terapeutycznej lub zaczął terapię indywidualną, on nawet tego nie rozważa (mówi mi, że pomyśli, ale wiem że nie).

Teraz dzieje się koszmar. Minęło już 5 miesięcy odkąd teoretycznie się leczy. Odwiedził ostatnio swoich rodziców, miałam dojechać dzień później, zastałam awanturę na temat jego picia. Jego rodzice nie zachowali się w porządku, ale on wtedy oczywiście też nie był trzeźwy, wszyscy wpadli w histerię, mój chłopak zaczął rzucać przedmiotami i wyszedł z domu wyzywając rodziców i oznajmiając, że się zabije. Chwilę porozmawiałam z nimi, potem poszłam za nim, było zimno i czekałam na niego ze 2 godziny kiedy on chlał (oczywiście twierdził, że nie pije, ale jak go zobaczyłam to nawet nie próbował już mnie okłamywać, ledwo stał na nogach). Przyjęłam go do domu, bo jego rodzice zrobiliby kolejną awanturę i znowu skończyłoby się groźbami samobójczymi.

Od tamtej pory on ciągle pije. Nie wytrzymuję już. Widzę go trzeźwego tylko rano przed pracą. Nie chce mi się wracać do domu, bo wiem, że on będzie pijany i nie będę mogła na to patrzeć. Jeśli coś powiem, będzie awantura. Jeśli nie będę się do niego odzywać, będzie awantura. Jeśli będę udawać że wszystko jest dobrze to sama będę czuła się beznadziejnie.
Dway dni temu wróciłam do domu i widziałam, że jest pijany. Zapytałam go czy pił (mówiłam mu kiedyś, że dla mnie najważniejsze jest to żeby mówił prawdę, bo inaczej w ogóle nie będę wiedziała jak go wspierać) i skłamał, wiedziałam to na pewno. Nie kontynuowałam rozmowy, poszłam do drugiego pokoju i po prostu się rozbeczałam. Potem przyszedł i kazał mi nie robić z siebie ofiary, bo nic mi się nie dzieje, mam się nie rozczulać nad sobą. A mnie po prostu to BARDZO BOLI.
Wczoraj znowu wróciłam do domu a on był pijany. {Próbowałam nawet normalnie spędzić z nim czas i nie skomętowałam tego, żeby nie rozpętać kolejnej awantury, ale czułam się z tym źle. Nie pamiętał nawet, co do niego mówiłam i następnego dnia pytał mnie o wszystko.
Dziś znowu, chociaż miałam wolne w pracy, wyszłam tylko do pralni i załatwić parę spraw. Jak zobaczyłam w jakim jest stanie to uznałam, że nie będę tego komentowała żeby nie wybuchnąć. Zapatrzyłam się na jego twarz i myślałam, przyczepił się do mnie że źle na niego patrzę i chyba wie dlaczego. Potem poszedł spać. Wstał, wytrzeźwiał trochę, ja wtedy siedziałam w drugim pokoju i płakałam z bezsilności. Powiedziałam mu wszystko, co czuję, że go kocham, ale nie mogę już wytrzymać, że to za bardzo boli, że cierpi nie tylko on ale też ja... Rozmowa trwała prawie 2 godziny, głównie to ja mówiłam. Powiedział mi, że zastanowi się nad terapią indywidualną i przysiągł, że kiedy dziś wyjdę wieczorem to on nie pójdzie do sklepu po piwo. Pytałam go, czy może chce, żebym zabrała jego pieniądze i jak będzie czegoś chciał to kupimy to, ale powiedział, że potrafi utrzymać kontrolę i nie pójść do sklepu po alkohol. Oczywiście nie wytrzymał, kupił sobie co najmniej 8 piw (oczywiście wszystko wypił a butelki wyrzucił lub schował) i teraz śpi sobie smacznie, a mi znowu coś pęka pod mostkiem...

Powiedzcie mi proszę, co powinniśmy zrobić? Co zrobić z osobą, która nie chcę iść na terapię indywidualną, nie chce iść do psychiatry a oczekuje od partnerki wsparcia? Co robię źle? Co powinnam naprawić w swoim zachowaniu?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 20:43 #35700

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2151
  • Otrzymane podziękowania: 1560
Z osobą? NIC nie możesz zrobić oprócz tego, że pozwolisz mu ponosić konsekwencje jego własnego picia. Ze sobą? Poradziłabym Ci terapię dla współuzależnionych. On nie chce sie leczyć i nie masz wpływu na jego decyzje. Masz natomiast wpływ na swoje zycie.
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 20:46 #35701

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
Cytryno - ja to wiem, jednak trudno mi to przyjąć, kiedy wiem, że on nie wróci do rodziców, grozi mi samobójstwem (nie wiem czy jest w stanie to zrobić, ale nie raz kiedy był pijany szarpaliśmy że w oknie, że wyskoczy)... I on twierdzi, że chce to zmienić, tylko nie wie jak i że to nie jest takie proste, gdyby dało się przestać pić z dnia na dzień to nikt nie potrzebowałby terapii. Czy to czcze gadanie?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 20:48 #35702

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2151
  • Otrzymane podziękowania: 1560
Wiesz czemu pije alkoholik?
Bo przeleciał ptaszek.
Bo nie przeleciał ptaszek.
Bo ktos mu zaj...bał tego pieprzonego ptaszka.
Zawsze winien jest KTOŚ lub COŚ.
Tak- to czcze gadnie. To jest proste jak budowa cepa. Nie wlewasz w siebie i już. Trudniej jest już później.
Chcesz spędzić całe życie z kimś kto będzie cie szantażował samobójstwem za każdym razem jak mu przeleci ptaszek, jak mu nie przeleci ptaszek itp?
Ciągle jest tylko ON. On mówi, on robi, on, on on...A gdzie jestes TY?
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Ostatnio zmieniany: 2017/04/28 20:49 przez cytryna.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 20:57 #35703

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
Cytryno - mnie nie ma... nie napisałam tego, ale mam depresję. Kiedy zaczęły się awantury zaczęłam mieć stany lękowe, później miałam próbę samobójczą bo nie wytrzymałam. Nie twierdzę, że to tylko jego wina, ale to napięcie psychiczne, z którym żyję na pewno się do tego przyczyniło...

Coś jest z tym ptaszkiem, nie raz słyszałam że on pije bo jestem niemiła, że nie piłby gdybym go wspierała... A ja staram się go wspierać, ale czuję się, jakbym sama próbowała zbudować związek.

Czy myślisz, że mojego partnera można jeszcze namówić na terapię? Co mam zrobić wiedząc, że kiedy od niego odejdę, on może zrobić sobie krzywdę lub nawet odebrać sobie życie?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 20:58 #35704

  • Quantum
  • Quantum Avatar
  • Wylogowany
  • Profesjonalista
  • Posty: 504
  • Otrzymane podziękowania: 426
a poco mialby przestawać pić jak mu tak dobrze.
ma gdzie spać, ma co jeść i ma tyle picia ile zapragnie.
Ty sie zajmujesz wszystkimi jego sprawami i pozwalasz sie szantażować samobójstwema nie wkdzisz że on sie zabija tyle ze powoli zabija siebie a z ciebie wysysa energię.
co masz zrobić ?
wywalić go z domu, jak postraszy samobójem to daj mi sznurek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:04 #35705

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
Quantum napisał:
wywalić go z domu, jak postraszy samobójem to daj mi sznurek
A jeśli z niego skorzysta? Wiem, że dałabym podobną radę osobie w mojej sytuacji, gdybym nie była w to emocjonalnie zaangażowana... On twierdzi, że czuje się jak śmieć ze swoim piciem i ma wyrzuty sumienia. Myślałam, że mogę mu pomóc próbując wzmocnić jego samoocenę.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:04 #35706

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2151
  • Otrzymane podziękowania: 1560
Zadbać o siebie. Idz na terapie. Nie powiem ci czy odejsć czy zostać to Twoja decyzja. Mogę Ci powiedzieć jak było u mnie . Moi rodzice piją. Mama robiła to samo co Twój partner. Żyłam w wiecznym poczuciu zagrożenia,, że w końcu sie zabije. Łykała pigułki na przykład. Różne rzeczy robiła na pokaz. Kiedyś po jednej z awantur powiedziała, że sie powiesi. Nie wytrzymałam. Miałam 17 lat , spokojnie zapytałam czy podać jej pasek. Powiedziałam jej , że grozi tym już od tak dawna, że niech w końcu to zrobi, przeboleje żałobę ale w końcu będe miała spokój. Rzuciłam jej smycz. Nie podniosła jej nawet z podłogi. Zmieniła temat.
Większość alkoholików grozi samobójstwem. Bardzo niewielu rzeczywiście ginie. Wiesz, że częściej popełniają samobójstwa wymęczone życiem, najczęściej w depresji i z ogromną nerwica współuzależnione?
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:12 #35707

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
Cytryno, myślisz że terapia dla współuzaleznionych byłaby w porządku? Chciałam się raz zainteresować, ale martwię się, że to nie rozwiąże moich problemów i będę narażona na wyśmianie... Przecież wiele osób ma większe problemy, ja mogę odejść, one muszą wziąć rozwód, walczyć o dzieci, spłacać kredyty... A ja jestem młoda i w nic się nie zaangażowałam.

Mój chłopak podjął jedną próbę samobójczą jeszcze zanim wpadł w nałóg, była to próba na trzeźwo. Nie chcę, żeby zrobił sobie krzywdę, mimo wszystko kiedy jest trzeźwy to jest wspaniałą osobą... i mam wyrzuty sumienia za to, że miałabym go zostawić przez chorobę. Czy zostawiłabym osobę chorą fizycznie, a nie psychicznie? To ciężkie.

I wiesz... rzeczywiście coś w tym jest. Ja spędziłam w sumie prawie pół roku w szpitalach psychiatrycznych, oddychała za mnie maszyna, ale przecież to nie ja chleję i grożę samobójstwem innym... Przez to też czuję się samotna, nie mogę o tym powiedzieć ostatniej osobie, która mi została, bo on i tak tego nie zapamięta.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:12 #35708

  • exiller
  • exiller Avatar
Dokładnie. Widzisz w tym wszystkim jego "cierpienie", a odsuwasz swoje. A wybiegnij trochę w przyszłość, jak wyobrażasz sobie dalsze życie z takim podłym emocjonalnym szantażystą. Łudzisz się, że on mimo wszystko Cię kocha? Nie, on kocha Twoje wyjścia, do pracy, sklepu, gdziekolwiek, żeby móc bez Twojego " gderania" nachlać się na umór. A co jeśli - nie daj Bóg - z tego "związku" pojawią się dzieci? Pomyślałaś jakie ten "biedaczek którego nikt nie rozumie i nie wspiera" zgotuje im los na starcie życia? Kiedy zabraknie Ci na mleko, pieluchy, bo "biedaczkowi" będziesz musiała dać na procenty, w przeciwnym razie zabije się. Dziewczyno, takiego chcesz życia? W imię czego? Wysiadaj z tego patologicznego bagna póki czas.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:16 #35709

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2151
  • Otrzymane podziękowania: 1560
Marie napisał:
. A ja jestem młoda i w nic się nie zaangażowałam.
.
Czyżby? A picie? Jego picie. Nie jestes w nie zaangażowana? W ratowanie, pomaganie, zbieranie batów?
Terapia to nie rozwiązywanie problemów z kredytem, dziećmi. To nauka dla Ciebie o Tobie. O tym jak chronić siebie. Jak możesz mówić że wspaniałą osoba jest ktoś kto niszczy cie psychicznie, bije, okrada, gwałci? Nie idziesz z nim do łózka zeby uniknąć awantury?
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Ostatnio zmieniany: 2017/04/28 21:17 przez cytryna.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:18 #35710

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
exiller napisał:
DNie, on kocha Twoje wyjścia, do pracy, sklepu, gdziekolwiek, żeby móc bez Twojego " gderania" nachlać się na umór. [/qupte]
No widzisz, właśnie to jest jeden z tematów, które dziś poruszyłam... Bo to boli jak diabli, że ja czekam, aż się spotkamy, a on czeka, aż ja wyjdę. I dzwoni do mnie nie po to, żeby dowiedzieć się co u mnie i kiedy w końcu będę w domu, bo fajnie jak jestem domu, tylko kiedy przyjdę, bo trzeba coś zrobić z butelkami i schować piwa... Nawet teraz łzy mi napłynęły do oczu, to upokarzające.

] co jeśli - nie daj Bóg - z tego "związku" pojawią się dzieci? Pomyślałaś jakie ten "biedaczek którego nikt nie rozumie i nie wspiera" zgotuje im los na starcie życia? Kiedy zabraknie Ci na mleko, pieluchy, bo "biedaczkowi" będziesz musiała dać na procenty, w przeciwnym razie zabije się. Dziewczyno, takiego chcesz życia? W imię czego? Wysiadaj z tego patologicznego bagna póki czas.
On chciał mieć ze mną dziecko. W sumie bardzo wcześnie oświadczył rodzinie, że chce mnie poślubić (takie niby zaręczyny chyba, mówiłam mu że nie traktuje tego poważnie) i wcześnie też chciał mieć ze mną dziecko.

Siedzi teraz pijany. Mam ochotę wyjść do koleżanki na noc, a z drugiej strony nie chcę się wyganiać z własnego mieszkania (to on u mnie mieszka). Myślicie, że to w ogóle ma znaczenie i czy powinnam zrobic coś konkretnego?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:22 #35711

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
cytryna napisał:
Marie napisał:
. A ja jestem młoda i w nic się nie zaangażowałam.
.
Czyżby? A picie? Jego picie. Nie jestes w nie zaangażowana? W ratowanie, pomaganie, zbieranie batów?
Terapia to nie rozwiązywanie problemów z kredytem, dziećmi. To nauka dla Ciebie o Tobie. O tym jak chronić siebie. Jak możesz mówić że wspaniałą osoba jest ktoś kto niszczy cie psychicznie, bije, okrada, gwałci? Nie idziesz z nim do łózka zeby uniknąć awantury?
Jezu, czy to takie typowe dla osób współuzależnionych? Jak to dobrze, że założyłam ten temat, bo samo czytanie teorii nic mi nie dało, dużo więcej wynoszę z Waszych wypowiedzi i dyskusji między nami...

Cytryno, co myślisz o terapii indywidualnej? Czy w przypadku osób współuzależnionych jednak warto jest skorzystać z grupowej?
No i powiem Wam jeszcze, że po moich hospitalizacjach w psychiatryku oczywiście miałam zaleconego psychologa... Poszłam raz, kobieta mi nie pasowała, chciałam znaleźć inną. Mój chłopak powiedział mi wprost, że nie chce, żebym szła na terapię, bo tam każą mi go zostawić.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:22 #35712

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2151
  • Otrzymane podziękowania: 1560
Zrób to co Tobie sprawi przyjemność. Nawet jeśli to oznacza ewakuacje z mieszkania. Daj sobie trochę radości. Albo jak sie awanturuje wywal go z domu, nawet za pomoca policji. To Twój wybór. Wszystko jest lepsze niż bezczynność. A dziecko to sobi emoże chcieć. Dzieci pijanych rodziców przezywają swoje piekło już na ziemi.
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:25 #35713

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
Wiem, nie zamierzam mieć dzieci w takim związku, chociaż tego jestem świadoma w stu procentach.

Mój chłopak twierdzi, że pije, bo czuje się jak śmieć i ma samoocenę zrównaną z ziemią. Czy jest możliwe, że kiedy nad tym popracuje to przestanie pić?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:27 #35714

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2151
  • Otrzymane podziękowania: 1560
Jezu dziewczyno. A jeśli Tobie podniesie sie samoocena to co sie stanie? Dalej będziesz niańczyć gwałciciela, złodzieja i szantażyste ?
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:28 #35715

  • exiller
  • exiller Avatar
Przede wszystkim odpowiedz sobie sama na pytanie czy chcesz by Twoje życie wyglądało jak do tej pory i nie łudź się, że cokolwiek w nim się zmienie. Będzie...coraz gorzej. A na Twoje pytanie cyt:"...czy powinnam zrobić coś konkretnego" odpowiadam w swoim imieniu: TAK!!! Powinnaś zrobić coś konkretnego, pogonić dziada i zacząć wreszcie żyć, bo to co teraz być może wydaje Ci się, że jest życiem na pewno nim nie jest.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:30 #35716

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
Jeśli mi podniosłaby się samoocena i miałabym jeszcze jakąkolwiek inną bliską osobę... to pewnie wiesz, co by się stało.

Przepraszam, że jestem upierdliwa i miotam się. Po prostu czasami zastanawiam się, czy to nie jest moja wina. A czasami myślę, że lepiej byłoby mi samej, nawet całkiem samej... ale wtedy on mógłby się zabić.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:31 #35717

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
exiller napisał:
Przede wszystkim odpowiedz sobie sama na pytanie czy chcesz by Twoje życie wyglądało jak do tej pory i nie łudź się, że cokolwiek w nim się zmienie. Będzie...coraz gorzej. A na Twoje pytanie cyt:"...czy powinnam zrobić coś konkretnego" odpowiadam w swoim imieniu: TAK!!! Powinnaś zrobić coś konkretnego, pogonić dziada i zacząć wreszcie żyć, bo to co teraz być może wydaje Ci się, że jest życiem na pewno nim nie jest.
A jeśli "pogonienie dziada" będzie może wiązać się ze śmiercią człowieka? Co wtedy? Jak temu zapobiec?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:32 #35718

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2151
  • Otrzymane podziękowania: 1560
Może nawet wtedy kiedy będziesz obok. Nie "upilnujesz go". Nie dasz rady. Miotaj sie i ...działaj. Tym razem dla siebie nie dla niego. Wyjdź z tego toksycznego układu.
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:34 #35719

  • exiller
  • exiller Avatar
Ale przecież on już się zabija (i Ciebie przy okazji też), więc...wybacz dosadność, ale czy lepiej będziesz się czuła kiedy któregoś dnia zachleje się na śmierć lub pijany wpadnie pod samochód niż-w co wątpię-zaciśnie sobie sznur na szyji? Widzisz różnicę?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:37 #35720

  • ProstaLinia
  • ProstaLinia Avatar
  • Wylogowany
  • Alkoholiczka
  • Posty: 905
  • Otrzymane podziękowania: 1147
Będę brutalna w tym co napiszę, ale gdyby Twój facet chciał się zabić to by to zrobił. Do samobójstwa potrzeba jaj, których Twój biedny wiecznie zaprocentowany misiu nie ma.
Nie przez Ciebie zaczął pić, nie dla Ciebie przestanie.
Grozi samobójstwem i może o tym nie wiesz, ale on swoją obietnicę spełnia. Zabija się w sposób typowy dla czynnego alkoholika, powoli, na raty. Zabija przy tym również Ciebie.
Ostatnio zmieniany: 2017/04/28 21:40 przez ProstaLinia.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): siwy

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:39 #35721

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
cytryna napisał:
Może nawet wtedy kiedy będziesz obok. Nie "upilnujesz go". Nie dasz rady. Miotaj sie i ...działaj. Tym razem dla siebie nie dla niego. Wyjdź z tego toksycznego układu.
exiller napisał:
Ale przecież on już się zabija (i Ciebie przy okazji też), więc...wybacz dosadność, ale czy lepiej będziesz się czuła kiedy któregoś dnia zachleje się na śmierć lub pijany wpadnie pod samochód niż-w co wątpię-zaciśnie sobie sznur na szyji? Widzisz różnicę?
Czyli wychodzi na to, że nie ma znaczenia, co zrobię... On i tak zmarnuje sobie życie jeśli nie będzie chciał z tego wyjść?

Wiecie, trudno jest mi uwierzyć w to wszystko... Często rozmawiamy o tym uzależnieniu, często leją się łzy z oby stron, on zawsze twierdzi że chce przestać, ale czuje się po prostu fatalnie i chleje żeby zapomnieć. Wtedy mówię mu o tym, że kiedy wytrzeźwieje i tak będzie musiał przez to przejść. I że krzywdzi mnie to, co robi, bo chociaż wiem że on też cierpi, to przynajmniej ma od tego wytchnienie, kiedy jest pijany lub śpi trzeźwiejąc... a ja wtedy odchodzę od zmysłów.

Czy myślicie, że takie rzeczy jak "okres próbny", kiedy ktoś ma nie pić mają sens? Jestem bardzo sceptyczna, ale chcę poznać Wasze zdanie...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:44 #35722

  • exiller
  • exiller Avatar
Nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że oczekujesz od nas jakiegoś potwierdzenia, że powinnaś robić wszystko żeby - nawet swoim kosztem - go "ratować", wspierać, głaskać etc., a odpierasz sygnały, że po prostu nic tak naprawdę już nie zrobisz, bo on najzwyczajniej tego nie chce. Przestań się oszukiwać i zacznij działać, ale już tylko względem siebie, a nie jego czy was.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Nie chcę odpuścić, staram się za dwoje - POMÓŻCIE 2017/04/28 21:50 #35723

  • Marie
  • Marie Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 18
exiller napisał:
Nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że oczekujesz od nas jakiegoś potwierdzenia, że powinnaś robić wszystko żeby - nawet swoim kosztem - go "ratować", wspierać, głaskać etc., a odpierasz sygnały, że po prostu nic tak naprawdę już nie zrobisz, bo on najzwyczajniej tego nie chce. Przestań się oszukiwać i zacznij działać, ale już tylko względem siebie, a nie jego czy was.
Trochę może tak jest, ale wynika to z tego, że naprawdę zależy mi na nim (o ile w ogóle jest jeszcze w nim ta osoba, którą kochałam) i chcę wykorzystać różne możliwości zanim zdecyduję się na rozstanie... Ale jednak widzę, że chyba to nie ma sensu, bo w tym związku jestem jedyną osobą, której zależy na jego trzeźwieniu.

Kiedy wiadomo, że życie z alkoholikiem (trzeźwiejącym lub wyleczonym) ma sens?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3