Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: Pomocy

Pomocy 2017/04/26 10:33 #35585

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Ratunku, pomocy. Jestem zalamana. Wczoraj umarl moj eks partner, zapil sie. Mlody chlopak, lat 28. Ratujcie bo chyba zaraz sama umrę z zalu. Przez ostatnie dwa lata walczylam o niego, probowalam wszystkiego zeby wyciagnac go z nalogu, ale nic nie pomagalo. Wciaz sobie mowilam ze jest mlody, ze wyjdzie z tego. Zamienil moje zycie w pieklo, przeszlam wszgstko, zoltaczki, padaczki, pobicia, krwawe wymioty. Po dwoch latach jestem strzepem czlowieka. W koncu odeszlam, ale nawet wtedy nie umialam sie powstrzymać od pisania do niego, wyciagania reki na pomoc. A teraz umarl, zapil sie tak po prostu a ja z tym zostaje. Nie umiem sie z tym pogodzic ani z tym zyc. Czuje ze zwariuje jesli ktos mi nie pomoze. Blagam... Jesli ktos mnie rozumie albo byl w podobnej sytuacji prosze o kontakt.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 10:48 #35586

  • Quantum
  • Quantum Avatar
  • Wylogowany
  • Profesjonalista
  • Posty: 504
  • Otrzymane podziękowania: 426
współczuję
ale tak prawdę mówiąć to skoro zamienił Ci życie w piekło i jesteś strzępem człowieka to powinnaś czuć ulgę.
ale Ty widocznie lubisz cierpieć, taki masz sens życia .
pewnie szybko znajdziesz kogoś komu będziesz mogła pomagać, na dworcach trochę takich jest.
powodzenia
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 11:00 #35588

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Nic nie rozumiesz. Jak moge czuć ulge kiedy umarl mlody człowiek, cale zycie bylo przed nim. Jak mozna byc tak okrutnym? Przeciez to jest tragedia. Liczylam na to ze ktos z podobnymi doświadczeniami pomoze mi sie pozbierać... Nie sadzilam ze spotkam tu taka bezdusznosc
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 11:06 #35589

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Przeciez to byl czlowiek. Dobry czlowiek mimo wszystko. Mimo wszystko zalezalo mi na nim i chcialam zeby wyszedl z nałogu. To choroba zamienila w pieklo zycie moje i mysle ze jego tez. I nie wiem jak sie pozbierać. Nie umiem tego ogarnac a ty mnie jeszcze krytykujesz
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 12:18 #35592

  • Dot
  • Dot Avatar
  • Wylogowany
  • Stały użytkownik
  • Posty: 44
  • Otrzymane podziękowania: 23
Z Twojego postu nie wynika, czy Ty rowniez pijesz? Te zoltaczki, padaczki i pobicia to u Ciebie? Jestes strasznie wspoluzalezniona. Jest na tym forum taka specjalna sekcja, radze poczytac. Gon na terapie, bo bez tego toksycznego partnera masz wreszcie szanse na normalne zycie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 13:00 #35594

  • Quantum
  • Quantum Avatar
  • Wylogowany
  • Profesjonalista
  • Posty: 504
  • Otrzymane podziękowania: 426
i będe Cie krytykował, bo cowynikło z twojej pomocy i zaangażowania ? jak mu pomagałaś ? co konkretnie zrobilaś ?
piszesz:walczyłam , z kim z czym ?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 13:13 #35595

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Nie, ja nie pije. Po prostu poswiecilam wiekszosc swojego czasu, zeby go uratować. Ale sie nie udalo. Mam potworne poczucie winy, ze moze moglam wiecej, ze moze gdybym mu dala jeszcze jedna szanse... Rozum mi podpowiada, ze juz wiecej sie nie dalo. Prosby o pójście na terapie, wizyty w szpitalu, wielkie wsparcie z mojej strony, nawet z nim zamieszkalam zeby mu bylo latwiej. Godziny, a nawet miesiace rozmow... Zostawialam go, wracalam. Kolejne szanse... Tlumaczenia, placze, rozpacze... Nie wiem co moglam wiecej zrobic. Prosilam jego rodzicow zeby zlozyli wniosek o przymusowe leczenie dla niego ale nigdy tego nie zrobili... A teraz jego juz nie ma a ja zostalam z tym okropnym uczuciem ze mozna bylo moze wiecej zrobic a ja dalam ciala... Nie wiem jak sie mam odnalesc w ogole. Nie wyobrazam sobie ze go juz nie ma
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 13:15 #35596

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Co wynikało? Chwilowa poprawa a pozniej to samo. Obietnice, ze juz sie zmieni. Plakal, zarzekal sie ze juz nie będzie. I dalej to robil. Ja juz wyczerpalam limit opcji pomocy. Nic nie skutkowalo, ani prosba ani grozba, ani wspolne mieszkanie, ani propozycje terapii ani rozstanie ani powroty. Ani wizyty u psychologa. Nic nie dalo rady. Z tym nie umiem sie pogodzic ze wolil sie zapic niz zyc normalnie ze mna.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 14:54 #35597

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2150
  • Otrzymane podziękowania: 1557
Dziewczyno ale sie zafiksowałaś. Zakonserwowana w tej pomocy byłaś jak słoik ogórków. Powiem Ci ( choć pewnie też uznasz, że to bezduszne) , że spotkało Cię coś co może cie wyzwolić z matni. Spróbuj zadbać teraz o siebie nie o pomaganie komuś innemu. Idź na terapię dla współuzależnionych. Bo lada chwila wpakujesz się dokładnie w taki sam związek, znajdziesz sobie kolejnego biednego misa o którego będziesz dbać swoim kosztem. Zabijasz siebie krok po kroku. On nie żyje, nikt z nas nie ma wpływu na wybór innej dorosłej osoby. NIC nie mogłaś zrobić tak naprawdę. Te Twoje działania , które tutaj opisujesz były nieskuteczne i pozwalały mu dalej chlać bezkarnie. Tyle tylko osiągnęłaś. Dałaś mu komfort chlania gubiąc całkowicie siebie.
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 17:13 #35598

  • ProstaLinia
  • ProstaLinia Avatar
  • Wylogowany
  • Alkoholiczka
  • Posty: 905
  • Otrzymane podziękowania: 1147
Hej 3a
Zgadzam się z moimi poprzednikami, bo pewnie nieświadomie, ale dałaś facetowi komfort picia.
Czasu nie cofniesz, życia mu nie zwrócisz. Nieleczony alkoholizm to choroba śmiertelna czego przykładem jest Twój facet. To co możesz zrobić teraz to poszukać grupy wsparcia dla siebie zanim znowu wejdziesz w układ, który złamie Cię do końca.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 17:39 #35602

  • exiller
  • exiller Avatar
Czego Ty tu naprawdę szukasz? Ludzi którzy będą Cię głaskać po główce? Sorry, ale nikt Ci nie pomoże, jeśli sama do siebie nie wyciągniesz ręki. Poza tym przeczysz sama sobie, piszesz że gość zamienił Twoje życie w piekło (z detalami), a po chwili...że to dobry człowiek był. Kupy to się nie trzyma.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 18:43 #35603

  • maciejka
  • maciejka Avatar
Zalamana90 napisał:
Nie, ja nie pije. Po prostu poswiecilam wiekszosc swojego czasu, zeby go uratować. Ale sie nie udalo. Mam potworne poczucie winy, ze moze moglam wiecej, ze moze gdybym mu dala jeszcze jedna szanse... Rozum mi podpowiada, ze juz wiecej sie nie dalo. Prosby o pójście na terapie, wizyty w szpitalu, wielkie wsparcie z mojej strony, nawet z nim zamieszkalam zeby mu bylo latwiej. Godziny, a nawet miesiace rozmow... Zostawialam go, wracalam. Kolejne szanse... Tlumaczenia, placze, rozpacze... Nie wiem co moglam wiecej zrobic. Prosilam jego rodzicow zeby zlozyli wniosek o przymusowe leczenie dla niego ale nigdy tego nie zrobili... A teraz jego juz nie ma a ja zostalam z tym okropnym uczuciem ze mozna bylo moze wiecej zrobic a ja dalam ciala... Nie wiem jak sie mam odnalesc w ogole. Nie wyobrazam sobie ze go juz nie ma

Mój mąż zapił się w taki sam sposób. Podobnie jak Ty zrobiłam wszysgtko żeby go uratowac wbrew jego woli i guzik z petelka. On nie chcciał ani mnie, ani dzieci, ani nikogo tylko chlał, chlął, az się zachlał . Poradziłam z tym w ten sposób , że wcześniej skończyłam terapię dla wspóluzależnionych i miałam narzędzia jak sobie z tym poradzić. Nie byłam odpowiedzialna ani za jego chorobe , ani za jego decyzje i wybory, ratowałam siebie i dzieci. Nie jestem i nie byłam Bogiem żeby decydowac kto i ile ma żyć, to nie jest i nie było w mojej mocy.

To co opisałam to klasyczny przykład taki ksiazkowy wspóluzaleznienia, na to masz wpływ, możesz sie z tgego wyleczyć, odpowiedni terapeuta pomoze Ci poradzić sobie z zalem i poczuciem winy i innymi uczuciami jakie Tobą teraz targają.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 18:47 #35604

  • maciejka
  • maciejka Avatar
Zalamana90 napisał:
Co wynikało? Chwilowa poprawa a pozniej to samo. Obietnice, ze juz sie zmieni. Plakal, zarzekal sie ze juz nie będzie. I dalej to robil. Ja juz wyczerpalam limit opcji pomocy. Nic nie skutkowalo, ani prosba ani grozba, ani wspolne mieszkanie, ani propozycje terapii ani rozstanie ani powroty. Ani wizyty u psychologa. Nic nie dalo rady. Z tym nie umiem sie pogodzic ze wolil sie zapic niz zyc normalnie ze mna.

A jaki Ty masz wpływ na decyzje i wybory dorsłej osoby?Kim jestes żeby dyktować innym jak mają życ?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 19:08 #35605

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Myslalam, ze jestem kims dla kogo warto. Tak mi powtarzal. Nie, nie oczekuje zeby ktos mnie glaskal po glowce. Staram sie byc silna ale czasem po prostu jest mi ciężko. Chcialam sie wyzalic i moze uslyszec cos co pomoze mi zrozumiec pewne sprawy. Bardzo mi przykro jesli was urazilam i oburzylam. Moze zle sie okreslilam.zmienila w pieklo moje zycie wodka i to jego picie. On sam nie byl zły ani agresywny. Tylko powoli umieral na moich oczach a ja nie moglam nic zrobic i to mi zniszczylo zycie. A on sie do konca usmiechal i mowil ze nic mu nie bedzie i dlatego tak mi dzisiaj zle ze nie umialam sprawic zeby zrozumial ze jest inaczej. Chcialam przeprosic wszystkich ktorzy tak mnie tu atakuja, podziekowac Pani ktora pisala o słoiku ogorkow bo miala sporo racji. Nie bede sie wiecej udzielac zeby już nie wysłuchiwac jaka jestem nieudolna w tek nierownej walce bo jutro pogrzeb i wystarczająco duzo stresu nie mam sily sie znow dobijac. Dzieki. Pa
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 19:24 #35606

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2150
  • Otrzymane podziękowania: 1557
Posłuchaj- nikogo ( jeśli mogę wypowiedzieć się w imieniu ogółu) nie uraziłaś. Może jesteśmy nieco szorstcy, ale wierz mi każdy z nas miał do czynienia z alkoholizmem, większość z nas jest alkoholikami i wiemy co piszemy. Ja wiem. Nikt i nic nie było w stanie zmienić faktu że piłam. Mimo ogromu miłości jaki miałam dla moich dzieci PIŁAM. Nie dlatego, że one nie były warte tego żebym przestała. To nie była ich wina. Były warte wszystkiego co najlepsze a miały pijaną matkę. Nie przez to, że nie chciałam im dać tego co najlepsze. Chciałam, wiele razy sobie to obiecywałam. Tylko, że nawet dzieci nie były w stanie zmienić faktu, że raz po raz sięgałam po alkohol.
Pewnie mi nie uwierzysz, ale dokładnie wiem o czym piszesz. Kilka tygodni temu straciłam przyjaciela. Zachlał się... Przechodziłam dokładnie to samo co ty, zadawałam sobie pytanie czy mogłam coś zrobić. Tylko ja wiem, że NIC nie mogłam. Wiem, jakk straszliwie tęsknisz i cierpisz.Wykorzystaj to cierpienie jako kopa do działania . Ale działania ratującego Ciebie.
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Zalamana90

Pomocy 2017/04/26 19:34 #35607

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Bardzo Pani dziekuje. Pani slowa nieco mi naświetlaja. Gdyby miala pani życzenie porozmawiać ze mna, bo widze ze jest Pani madra osoba i duzo Pani przeszła bardzo prosze o jakis kontakt... Dla mnie to duzo znaczy.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 19:47 #35608

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2150
  • Otrzymane podziękowania: 1557
Słońce na Pania to trzeba mieć wygląd i pieniądze. mam na imie Asia.
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 19:54 #35609

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Bardzo mi milo. Mozna jakos tutaj wysylac wiadomosc prywatna? Wolalabym juz na tym forum sie nie udzielać, ale z kims kto przeszedl podobne chwile bardzo chcialabym porozmawiać. Zwłaszcza przed najgorszym- jutrem i moim dalszym zyciem ktore ciezko mi sobie wyobrazic dzisiaj. Jestem spanikowana i przerażona i bylabym wdzieczna za zrozumienie
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/26 20:02 #35611

  • cytryna
  • cytryna Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem
  • Posty: 2150
  • Otrzymane podziękowania: 1557
Dużo osób na tym forum przeszło podobne do Ciebie sytuacje. Jak nie na własnej skórze to z najbliższymi. Sa współuzależnione dziewczyny, które walczyły jak Ty z alkoholizmem mężów, są dzieci pojących rodziców, siostry i bracia. Nie odcinaj się bo zabolało to co wszyscy ci próbują przekazać. jak boli- to dobrze to oznacza że trafia.
P.s. Oczywiście, można wysłać wiadomość prywatną. Musisz kliknąć na profil osoby, do której chcesz napisać i wybrac okienko z wiadomością.
"W życiu piękne są tylko chwile..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/27 06:51 #35632

  • dziobak
  • dziobak Avatar
Zalamana, jesteś po stracie bliskiej osoby jak czytam. Jesli prawdziwe jest twierdzenie ze tylko ktos kto przezyl cos podobnego jest w stanie zrozumieć to....rozumiem.
Z mojego doświadczenia moge zasugerować to to żebyś rozejzala sie w swojej okolicy czy czasem nie masz tam gdzieś czegoś co nazywa sie-grupa wsparcia dla osób po stracie bliskich...Mi,nam (zonie zwłaszcza) taka grupa pod przewodnictwem profesjonalnej terapeutki pozwoila wrócić do żywych po traumie jaka nas w tym temacie dotknela.
Wiem ze teraz masz głowę pelna innych spraw, ale warto pomyśleć o pomocy dla siebie w zwiazku z współuzależnieniem i odchyleniami,wypaczeniami jakie życie z alkoholikiem porobillo Ci w głowie. Bo niestety nawet odejście,znikniecie (brzydkie słowo) "czynnika wypaczającego" nie sprawi ze w Twojej głowie automatycznie znow pouklada sie tak jak trzeba.
Mechanizmy będą ciągle w Tobie i bez pomocy,zrozumienia będziesz je powielać w dalszym życiu.
A można to zmienić.
Mam tego żywy przykład w domu w postaci mojej zony.
Ostatnio zmieniany: 2017/04/27 06:53 przez dziobak.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pomocy 2017/04/29 08:18 #35740

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Moi drodzy.
Dzis , kiedy jestem juz po pogrzebie ale w moim zyciu zostala ogromna pustka i strata z która ciezko mi sie pogodzic, o ile to w ogole kiedys bedzie mozliwe , chcialam Wam po krótce opisac moja historie. Nie po to , zeby ktos mnie glaskal po glowie, nie po to zeby mnie oceniano. Po to, zeby moze uslyszec czy moglam wiecej zrobic, czy dam sobie z tym rade i jak to teraz bedzie.

Chce ta historie strescic maksymalnie, zeby nie truc, choc bedzie ciezko bo bywalo pogmatwanie i sama sie w tym nie raz zagubilam.

Poznalam Go w momencie, kiedy rozwalil sie mój wieloletni zwiazek. Byl uroczy, radosny, zartowal, uwielbiala Go cala nasza miescina. Mieszkam w miasteczku, wszyscy sie znaja. On byl taka znana postacia, pracowal w lokalnej hurtowni i uwielbiali Go wszyscy. Kazdy wiedzial, ze lubi sobie wypic, ale wszyscy bagatelizowali ten problem. Robili sobie jaja, tak mysle, nikt nie myslal powaznie ze skonczy sie to tragedia.
Przynosil kwiaty, pisal mi wiersze, byl zawsze kiedy Go potrzebowalam, dokladnie taki facet, jakiego sobie wymarzylam. Nigdy nie chodzil pijany, jak sie pózniej okazalo zawsze cos tam chomikowal, jakas malpke, czy cos, ale kamuflowal sie swietnie. Kiedy zaczelismy z soba byc, obiecal, ze dozyjemy starosci, ze bedziemy chodzic za raczke nawet jako stare dziadki. Obiecal, ze przestanie sie wlóczyc z kolegami i ograniczy swoje wojaze... Niestety, nigdy tego nie zrobil. Na poczatku bylam bardzo szczesliwa, nie sprawdzalam Go bo nie widzialam takiej potrzby. Przychodzil do mnie trzezwy, przynajmniej tak wtedy mi sie wydawalo . Z czasem okazalo sie ze zawsze byl na delikatnym rauszu ale dobrze to maskowal. W domu uwielbiali Go wszyscy, moi rodzice, dzieci mojej siostry. Umial sie nimi zajac, nie schodzili mu z rak. Myslalam ze wszystko bedzie jak w raju. A potem sie zaczelo. Problemy w pracy, czy ze mna- wszystko trzeba bylo zapic. Ciagi trwaly tygodniami. Mimo mojego placzu, prósb, grózb- nie pomagalo nic. Przychodzil prosic o przebaczenie, a za godzine dzwonil pijany. Potrafilam w jednej chwili znalesc sie u niego w mieszkaniu i prosic godzinami zeby tego nie robil-sobie, mnie , nam. Zawsze wtedy plakal, przepraszal, klekal. I ludzilam sie ze Wszystko bedzie dobrze. Nie bylo.... Trafial do szpitala raz za razem- zoltaczka, padaczka, pozniej pobicia (sam sobie zapracowal). Powoli wszyscy sie od niego odsuwali. Zostalam tylko ja. Pol miasta tlumaczylo mi, zebym odeszla, bo nic z tego nie bedzie, poza tym ze wykoncze sama siebie. Ale dla mnie On zawsze byl tym czarujacym, wartosciowym czlowiekiem, ktorego poznalam. Dwa razy w ciagu naszego zwiazku, podjal próby leczenia, ale nie odwykowego- farmakologicznego. Bral Relanium, spedzalam z nim cale dnie zeby czul sie bezpieczny i spokojny. Wtedy bylo lepiej . Jednak pózniej, zwolnil sie z pracy, przestal czymkolwiek sie przejmowac i wpadl w roczny ciag, który zaprowadzil Go na cmentarz. W ostatniej fazie i ja odeszlam, bo nie moglam nic zmienic, ani tez bezczynnie patrzec na to co robi. Nie wiem, czy wódka uszkodzila Mu mózg, bo mial zwidy, jakies iluzje, zyl jakby obok. Wszyscy znajomi, rodzina prosili Go zeby dal sobie pomoc, ale bez echa. Prosilam jego matke, zebysmy wspólnymi silami wyslali Go na przymusowe leczenie, ale ona nie wyrazila zgody w obawie , ze "stanie Mu sie tam krzywda". Patrzylismy wiec na Jego upadek, nie mogac nic zrobic. Pani psycholog tlumaczyla mi, ze nalezy Go zostawic samemu sobie, ze wtedy sie opamieta. Nie opamietal sie. On umarl, po dwóch tygodniach spiaczki, a ja zostalam. Sama, z wyrzutami sumienia i bez sensu jakiegokolwiek. Dokladnie tak, jak Mu mówilam, kiedy zabralam Go na cmentarz w akcie desperacji i rozmawialam z Nim tam, ze jesli nie przestanie pic, to skonczy tam, w grobie. Draznilam sie z Nim, zeby szukal sobie miejsca, bo niedlugo tu wyladuje. Smial sie, ze truje. Jak zawsze. Powiedzial, ze nigdy mnie nie zostawi. A jednak... Tlumaczylam, ze nie chce stac nad Jego grobem, ze peknie mi serce. Ze On bedzie mial wywalone, a ja zostane tutaj sama i sie zalame, ale to tez bagatelizowal. Tak, jakby nie mial swiadomosci, ze jest na prawde zle. Wódka zmienila moje zycie w pieklo, zabrala cudownego czlowieka. Przed Nim bylo cale zycie i WIEM, ZE TO BYL JEGO WYBÓR, JEGO DECYZJA, ale ja i tak mysle, ze to byla po prostu choroba. Teraz jestem ja, sama i ta potworna pustka, ten zal i nie wiem co dalej.... Wiem, ze gdziekolwiek jest,smieje sie jak zawsze, a ja sie nie umiem pozbierac i nie weim kiedy mi sie uda.


Dziekuje, ze mnie wysluchaliscie.
Prosze, jesli ktos ma zamiar mnie krytykowac - zachowac to dla siebie.
Przyszlam tutaj, szukac zrozumienia w tej ciezkiej chwili,
wystarczajaco duzo mam zalu sama do siebie, ze moze moglam wiecej, ze moze kolejna szansa odmienilaby Go jednak, a ja jej nie dalam...
Nie mam sily znosic kolejnych psów wieszanych na sobie.

Pozdrawiam was wszystkich.
Dziekuje Cytrynie,za wszystkie dobre slowa.
Klaniam sie nisko,

O.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

o braku uczuć wyższych 2017/04/29 10:06 #35743

  • Kijanka
  • Kijanka Avatar
Witaj myślę że nic więcej zrobić nie mogłaś,nie możesz się za to obwiniać.Proponuje pójść na terapię tam dowiesz sie jak wpływa na człowieka alkohol, i może upewnisz się że więcej nic nie mogłaś zrobić a przy okazji pomożesz sobie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

o braku uczuć wyższych 2017/05/01 20:55 #35823

  • dziobak
  • dziobak Avatar
"czas goi rany"
Sory bardzo... bedzie chamsko i robię to z pełna świadomością choćbym miał dostać bana lub nawet wylecieć z tego forum
ale napiszę wprost- tylko kretyn moze używać tego powiedzenia!!!!!!
Czas niczego nie goi!!!!
Zwłaszcza jeśli chodzi o stratę bliskich to powiedzenie jest idiotyzmem. by nie napisac dosadniej
Tyle że zrozumieć to że czas nie goi niczego może tylko osoba sama która doświadczyła straty.
Osoba która tego doświadczyła nigdy nie użyje tego idiotycznego słownego potworka w rozmowie z inną doświadczajacą straty osobą!!...NIGDY!!

Mazia71- zdefiniuj prosze określenie-normalny człowiek....
tyle że u siebie by nie zaśmiecać tego tematu.
Ostatnio zmieniany: 2017/05/01 20:56 przez dziobak.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

o braku uczuć wyższych 2017/05/02 04:31 #35842

  • maciejka
  • maciejka Avatar
To mój tekst jakoś mi się dziwnie wysłało - poprawiam
Dziobak napisał to co i ja myslę na ten temat , dodam tylko , ż ewspółuzaleznieni wcale nie sa mniejszymi mistrzami w ocenianiu i krytykowaniu innych a nawet sa lepsi w tym bo robią to nagminnie i każą alkoholików za swoje krzywdy, wchodza w rolę sędziego i kata , wymierzją sprawiedliowśc na włąsną ręką czyli często stosuja tzw, samosoąd bez procesu.
Czas w cale nie goi ran a je zakurza, rany takie w niespodziewanym momencie , pod wpływem impulsu bola ze zdwojona siła, to trzeba przepracować, oczyscić i dopiero potem to sie goi. Moim zdaniem nie masz pojęcia o wpsóluzaleznieniu i chorobie alkoholowej, Moim zdaniem tez nalezy Ci sie ostrzeżenie za ten post ale już je dostałaś od kolezanki , więc pohamuj sie w ocenach i osądach na tym forum.


Wspóluzaleznienie to inaczej uzaleznienie od innych ludzi. od ich opinii, od tego jak mnie widza , jak mnie odbierają, to rezygnacja z własnego życia a zajmowaniem sie życiem innych np; kolezanki, dziecka, rodzica, partnera. Czasem jest tak , że osoba wspóluzalezniona na zwennątrz jest poukładana, zorganizowana, na pozór silna w środku jest jedno wielkie bagno, jest rozbebłana emocjonalnie, napięta, zestresowana, taka zamrożona, odcięta od swoich uczuć, pragnien , marzeń, ma uszkodzone granice albo ma je zatarte. Nie napisałam tego personalnie o Tobie tylko ogólnie trochę o sobie sprzed kilku lat. Po terapii jestem już dosc długo ale wspól,uzaleznienia , po traumie ddd jak się pozbierałam to jest sporo krótszy czas. Mimo , że moi rodzice nie pili krzywdy zadane przez mni, wpsóluzaleznienie i sprawy zwiazane z przemocą bolały mocno i długo i czas wcale nie goił ran a je zakurzał i one bolały i cuchneły aż się za to zabrałam i teraz zostały blizny ale juz nie bolą.
Ostatnio zmieniany: 2017/05/02 05:06 przez maciejka.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

o braku uczuć wyższych 2017/05/02 08:45 #35854

  • Zalamana90
  • Zalamana90 Avatar
Drodzy...
Nie bylo moim celem sklocenie tutaj nikogo. Nie chcialam zeby doszlo między Wami do nieprzyjemnych wymian zdan. Chcialam sie tylko wyzalic, poszukac zrozumienia. Minal tydzien a ja nadal nie funkcjonuje. Nie chce mi sie żyć nawet. Wciaz mnie to boli, to ze go nie ma, ze nie pomoglam. Ze nie umiałam. Dziękuję wszystkim za slowa wsparcia. Mazi takze bo jej wiadomosc takze podnosi na duchu. Nie twierdze ze ktos jest tu normalny czy nie dla mnie wszyscy jestesmy ludzmi, mamy problemy i najwazniejsze ze probujemy sie z nimi uporac. Ja w każdym razie czuje sie potwornie. Slaba, bez checi do zycia. Mam nadzieje ze wkrotce to sie zmieni bo nie wiem ile tak pociągne. Nie wiem czy jestem wspoluzalezniona. Nie mam w okolicy zadnej terapii. Nie wiem co robic. Pozdrawiam was. I Dziekuje.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
  • Strona:
  • 1
  • 2