Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Jeśli chcesz się przywitać kliknij na - +nowy temat.
  • Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: Dylematy współuzależnionej

Dylematy współuzależnionej 2018/07/09 10:18 #42465

  • Teraz-albo-nigdy
  • Teraz-albo-nigdy Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik
  • Posty: 21
  • Otrzymane podziękowania: 11
Święta racja. Przypomniała mi się jakaś nasza ostatnia rozmowa o alkohol, rozstania i kontakty z inną kobietą. Z perspektywy czasu widzę, że to ja dążę do zgody, ja próbuję go ratować. Podsyłam linki na mitingi itp. On, gdyby chciał to już dawno by próbował zaradzić temu na dobre, bo podobno nasza miłość była w naszym życiu najważniejsza. Jesteśmy ponad tydzień po rozstaniu. Wiem, że jest mu przykro, ale prócz odebrania telefonu ode mnie nic nie zrobił. Rozmawialiśmy spokojnie i merytorycznie. Chciał do mnie przyjść, ale nie zgodziłam się. Po tym, nie zadzwonił, nie przyszedł... Żadnych znaków życia.

Weszłam na forum dla Al-anon i znalazłam 20 pytań. Jeśli choć jedna odpowiedź brzmi TAK, to wskazany jest kontakt z terapeutą, grupą itp. Pozwolę je sobie przytoczyć. Wstyd mi się przyznać na ile z tych pytań po prostu musiałam odpowiedzieć twierdząco... Czy to moja wina, że takich udzieliłam odpowiedzi? NIE.
  1. Czy martwi Cię ilość alkoholu, jaką spożywa bliska Ci osoba?
  2. Czy miewasz kłopoty finansowe spowodowane czyimś piciem?
  3. Czy zdarza Ci się kłamać, aby ukryć to, że ktoś pije?
  4. Czy czujesz, że gdyby osobie pijącej zależało na Tobie, to przestałaby pić, żeby Cię zadowolić?
  5. Czy za zachowanie osoby pijącej obwiniasz jej towarzystwo?
  6. Czy często rezygnujesz ze swoich planów z powodu osoby pijącej?
  7. Czy zdarza Ci się stosować pogróżki – „Jak nie przestaniesz pić, to cię zostawię”?
  8. Czy w oddechu osoby pijącej próbujesz wyczuć zapach alkoholu?
  9. Czy boisz się zirytować osobę pijącą z obawy, że zacznie znowu pić?
  10. Czy zachowanie osoby pijącej zraniło Cię lub wprawiło w zakłopotanie?
  11. Czy picie zakłóca uroczystości i święta?
  12. Czy strach przed przemocą sprawił kiedykolwiek, że chciałeś wezwać policję?
  13. Czy szukałeś ukrytego alkoholu?
  14. Czy kiedykolwiek jechałeś samochodem z kierowcą, który był pod wpływem alkoholu?
  15. Czy nie przyjąłeś zaproszenia na spotkanie towarzyskie z powodu swojego niepokoju?
  16. Czy masz poczucie porażki, ponieważ nie możesz kontrolować picia?
  17. Czy myślisz, że Twoje problemy ustąpią, gdy osoba pijąca przestanie pić?
  18. Czy kiedykolwiek groziłeś, że zrobisz sobie coś złego, aby zastraszyć osobę pijącą?
  19. Czy często czujesz się zły, zagubiony lub przygnębiony?
  20. Czy uważasz, że nikt nie rozumie Twoich problemów?


Dziękuję Wam za wszystkie słowa wsparcia. Nigdy nie pisałam na żadnym forum systematycznie. Czasem tylko na wizażu odnośnie porad w kosmetyce itp. Tutaj, mam wrażenie, że ktoś mnie słucha. Wypowiedzi, jakie dajecie, są choć napakowane emocjami, to sprawiają wrażenie, że komuś zależy, bym była szczęśliwa.
Sprawa z moim byłym tyle razy się już powtarzała, a ja nie mam w sobie za grosz poczucia winy. Uważam wręcz, że szczerze i z szacunkiem starałam się być najlepszą wersją siebie w każdym możliwym momencie. Czasem połykałam łzy, czasem myślałam, że to minie... że on się zmieni.

Teraz czuję się trochę pusta, ale nie samotna. Dociera do mnie, ile jeszcze chcę w życiu zrobić. Wczoraj byłam na wycieczce rowerowej z sąsiadem. Potem na obiedzie u rodziny. A wieczorem, choć sama - to nie samotnie wybrałam się na długi spacer. I okazało się, że jeśli tylko dam szansę, to wielce prawdopodobne, że ktoś się do mnie uśmiechnie, odezwie, zapozna... Doszłam do wniosku, że przed 30 życie się nie kończy, że musi być mnóstwo wolnych mężczyzn, którzy chcą budować związki na wartościach, którym i ja hołduję. Mimo, że mieszkam w niewielkim mieście i nie zamierzam się z niego wyprowadzać. W końcu, my kobiety również nie jesteśmy święte. To tylko było w mojej głowie, że każda kobieta postępuję tak jak ja, chce być idealna. A ile może być mężczyzn, którzy zrazili się z różnych powodów? Ot, taka dłuższa dygresja. Myślami jestem przy Meegi i jej wątku, który studiuję (Witajcie.Pogubiłam się bardzo...).


P.S. Znalazłam taki CHAT. Nie wiem czy to funkcjonuje, niestety działa to w środy o 20, kiedy ja akurat w środy wieczorem pracuję jako instruktor. Ktoś zna?
Wszystko może się zmienić. Ważne, jak Ty na to reagujesz.
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 10:20 przez Teraz-albo-nigdy.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dylematy współuzależnionej 2018/07/09 13:00 #42471

  • Meegi
  • Meegi Avatar
  • Wylogowany
  • Mistrz postów
  • Posty: 191
  • Otrzymane podziękowania: 91
Teraz albo nigdy, przeczytałam twoje ostatnie wypowiedzi i może się pomylę ale wpadasz ze skrajności w skrajność. Dwa dni temu pisałaś :
Wymyśliłam sobie argument za tym żeby próbować to składać i nie mogę znaleźć już kontrargumentu. Kim ja jestem skoro byłam gotowa być z nim na dobre i złe, a zerwalam zaręczyny? Ja wiem ze powodem zerwania nie był mój egoizm, ale skoro to choroba i istnieją drogi, aby wyjść z tej choroby, to czemu jestem taka słaba?
A dzisiaj natomiast już piszesz o poznawaniu innych mężczyzn i nowym życiu,a zarazem piszesz że on odebrał telefon od ciebie a nic poza tym nie zrobił. Wiesz co ja myślę patrząc na swoje własne doświadczenia? Myślę że nie przyszedł bo poprostu zapił. A co miałaś na myśli pisząc że przypomniała ci się rozmowa o kontaktach z inną kobietą?
Wiesz myślę Enda bardzo trafnie wszystko opisała.
Piszesz: na dobre i na złe. A jaką gwarancję daje Ci czynny alko, że będzie z Tobą na złe? Bo na to dobre będzie na pewno - ale uwierz mi, że będzie to tylko to dobre. Przy złym - ucieknie w objęcia puszki lub butelki. Bo alko nie radzą sobie z życiem na trzeźwo. Wiedziałaś o tym?Nie gniewaj się, ale uważam, że Ty masz już pokręcony obraz rzeczywistości przez manipulacje Twojego alko. TY bardziej martwisz się JEGO chorobą niż on sam. Przeczytaj sama siebie jeszcze raz - i zobacz w tych kilku wpisach kompletnie zagubioną dziewczynę, która usilnie stara się trzymać fason i opowiada historyjkę o byciu na dobre i na złe, gdy tymczasem fakty, które już przytoczyłaś, pokazują nieciekawą rzeczywistość.I jeszcze jedno pytanie na dziś dla Ciebie, na które daj sobie odpowiedź: co zrobisz, jak w małżeństwie z alko pojawi się dziecko i zostaniesz ze wszystkimi kłopotami sama?... (A zostaniesz, bo alko uciekają od odpowiedzialności.)Moja rada: terapia otwierająca oczy. Byłaś na spotkaniu już?
Myslę że nadal czekasz na jego zapewnienia iż wszystko będzie dobrze oraz że do siebie wrócicie. To o czym piszesz tzn o wycieczce rowerowej,spacerze to jest tylko odskocznia. Myślisz o budowaniu nowego związku mimo iż nie zakończyłaś ani nie odchorowałaś jednego. I szczerze nie odchorujesz dopóki nie zrozumiesz tego o czym pisała ci Enda. W ogóle to mam wrażenie że uciekasz przed terapia i tym co tutaj ci wszyscy piszą,ja kiedyś także to robiłam przez długi czas dopóki nie poszłam na grupę dla osób współuzależnionych,bardziej nie zaczęłam myśleć o sobie,patrzeć bardziej na to co tak naprawdę robi mój były i dogłębniej nie zaczęłam czytać tego co pisano mi tutaj. A jeśli chodzi o ciebie to wydaje mi się że ty nadal żyjesz nadzieją na powrót do niego oraz że on się zmieni.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Teraz-albo-nigdy

Dylematy współuzależnionej 2018/07/10 17:06 #42478

  • Teraz-albo-nigdy
  • Teraz-albo-nigdy Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik
  • Posty: 21
  • Otrzymane podziękowania: 11
Jasne, sprawa jest nadal świeża dla mojego serca, poza tym byliśmy na prawdę blisko. Nie tylko ze sobą, ale wspólnie z rodziną. Jego mama nie dopuszcza myśli o tym, że on ma problem, poza tym trochę była na mnie zła, że zerwałam zaręczyny z takiego powodu. Ale ja czuję, że zrobiłam słusznie. Nie jestem jego pewna, dlatego nie chcę mieć z takim człowiekiem ślubu. Niestety nie mam żadnego przykładu małżeństwa w bliskiej mi rodzinie i może stąd moje poszukiwanie złotego środka i ciche zgadzanie się na kolejne występki.

Szukałam czegoś w okolicy. Niestety są tu tylko mityngi dla uzależnionych. Dla współuzależnionych mam 30 km mitying w godzinach pracy, a 60 km taki co by mi pasował. Myślę czy to w ogóle funkcjonuje, czy ktoś na to przychodzi? Niestety nie ma do kogo zadzwonić i się dowiedzieć. Ale myślę, że w ciągu 2 tygodni spróbuję się tam dotrzeć.
Wszystko może się zmienić. Ważne, jak Ty na to reagujesz.
Ostatnio zmieniany: 2018/07/10 17:06 przez Teraz-albo-nigdy.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dylematy współuzależnionej 2018/07/10 17:22 #42479

  • Teraz-albo-nigdy
  • Teraz-albo-nigdy Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik
  • Posty: 21
  • Otrzymane podziękowania: 11
Mam wrażenie, że trochę wmawiacie mi problem. Wyjście na rower to odskocznia? Jeżdżę po 300-400 km miesięcznie od kwietnia i w tamtym sezonie też jeździłam. Moje życie idzie dalej bez większych zmian. Prowadzę dom, pracuję, spotykam się ze znajomymi, dużo czytam, jak zwykle zresztą. Nie mam zamiaru doszukiwać się nad wyrost problemów, bo nie uważam, że je mam. Moje emocje są rozchwiane, jasne. W końcu planowałam spędzić życie z tym człowiekiem. Niedługo mieliśmy wspólnie zamieszkać. Mam mnóstwo wspomnień z życia codziennego i z podróży po całym świecie. To nie da się tak wymazać, bo to NIE było nic. Trochę nie wiem co dalej, bo moje życie obracało się wokół naszych wspólnych działań, a NIE: picia. Bo kwestie alkoholowe stanowiły tu comiesięczny problem, a nie codzienność. Dlatego uważam, że macie nieco wypaczony obraz mojej osoby. Staram się po prostu czekać grzecznie na szczęście, czasem mu dopomóc. Nie wiem co Wam tak 7g uderzyło z tą terapią dla mnie. Ja się po prostu zapytałam Was, czy to jest rzeczywiście możliwe, że uda się to poskładać? I wybacz Meegi, ale wiem, że nie pił. Nie przyszedł, bo ma taki nienarzucający się styl.
Wszystko może się zmienić. Ważne, jak Ty na to reagujesz.
Ostatnio zmieniany: 2018/07/10 17:22 przez Teraz-albo-nigdy.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jasnygwint

Dylematy współuzależnionej 2018/07/10 19:43 #42482

  • jasnygwint
  • jasnygwint Avatar
  • Wylogowany
  • Profesjonalista
  • Posty: 1535
  • Otrzymane podziękowania: 692
4d Witaj i Rób Swoje
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dylematy współuzależnionej 2018/07/10 22:51 #42484

  • Enda
  • Enda Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 15
  • Otrzymane podziękowania: 25
Teraz-albo-nigdy, jeśli pozwolisz, będę nazywać Cię skrótem TAN (od pierwszych liter Twojego loginu) - uważam, że prościej i mi się jakoś to mocno spodobało :-).
Tak więc, Tan: Brawo! Tu zwarłaś sedno:Teraz-albo-nigdy napisał:
Jasne, sprawa jest nadal świeża dla mojego serca, poza tym byliśmy na prawdę blisko. Nie tylko ze sobą, ale wspólnie z rodziną. Jego mama nie dopuszcza myśli o tym, że on ma problem, poza tym trochę była na mnie zła, że zerwałam zaręczyny z takiego powodu. Ale ja czuję, że zrobiłam słusznie. Nie jestem jego pewna, dlatego nie chcę mieć z takim człowiekiem ślubu. Niestety nie mam żadnego przykładu małżeństwa w bliskiej mi rodzinie i może stąd moje poszukiwanie złotego środka i ciche zgadzanie się na kolejne występki.
A właściwie dwa sedna:
1. byliście blisko i jasne jest, że wiele rzeczy toczyło się wokół wspólnej przyszłości - ale odpowiedz SOBIE uczciwie (mega uczciwie): kto bardziej zabiegał o to, aby w Waszym związku wszystko było OK?...Na szalę połóż m.in. rozstania z powodu alko, kontakty z inną kobietą... i inne "kwiatki", których moim skromnym zdaniem nie powinno być w harmonijnie układającym się związku, gdzie OBOJE partnerzy dążą do tego, aby być ze sobą i tworzyć wspólną przyszłość (nie myl z utopią, czyli związkiem bez kłótni, bo dobre, merytoryczne kłótnie są solą związku :-)) .
Kto, Tan, wyciągał pierwszy rękę do zgody i naprawy związku?... Czy przypadkiem nie byłaś to Ty, a Twój partner się tylko łaskawie zgadzał na ciąg dalszy?...

2. NIE MASZ dobrych wzorców - tak właśnie jest: wspomniałaś wcześniej o problemach w rodzinie - i dlatego godziłaś się na kolejne występki. Zastanów się, dlaczego się na to godziłaś?... Odpowiedź jest w TOBIE, a nie w Twoim partnerze.
Tan, tak bardzo łakniesz miłości, że jak jesteś ogarniętą, inteligentną i wartościową dziewczyną (posty wskazują na to wyraźnie :-)), tak lecisz, jak ćma tam, gdzie dają odrobinę ciepła i światła, którego masz niedostatek. I do tego ten magiczny dla Ciebie wiek: 30 urodziny. Martwi Cię presja rodziny, znajomych, itd?....Ci IM do TWOJEGO życia?... Tan, to TWOJA decyzja, czy jesteś sama czy z kimś, czy masz dzieci, obrączkę na palcu itp. Nikomu nic do tego.
Wiesz, że teraz jesteś w najfajniejszym okresie życia (przeżyłam, więc wiem :-) - bo jestem od Ciebie starsza)? Dlaczego chcesz te lata POŚWIĘCIĆ (jak sama napisałaś) dla faceta, który nie robi nic, poza ODEBRANIEM telefonu. Swoją drogą - dlaczego On nie zadzwonił?... Facet, jak mu zależy, walczy. Wywalisz go drzwiami, a on oknem wejdzie. Wywalisz oknem, a on znajdzie sposób, aby do Ciebie dotrzeć i pokazać Ci, że stara się naprawić siebie (no, ale on najpierw musi zrozumieć, że ma problem, potem dojrzeć do decyzji o terapii... - długa droga przed nim jeszcze).
Zerwałaś zaręczyny, zna powód i AŻ odbiera TYLKO od Ciebie telefon? No, sorry, ale ja się nie dam nabrać na historyjkę o - jak to napisałaś - nienarzucającym się stylu. Zakładając, że: jest alko, jego matka nie wierzy, że on ma problem i jest na Ciebie zła, to zwyczajnie twój partner u mamusi siedzi (i jakoś ciężko mi uwierzyć, że bez jakichkolwiek promili) poskarżył się jej, obraził na cały świat z Tobą na czele i czeka, aż Ci przejdzie i znów wszystko wróci do normy. Tak się zaczyna tzw. szalony taniec z alkoholikiem - poczytaj więcej o chorobie alko, szczególnie o jej pierwszych, niewinnych etapach i o teatrze, gdzie alko, jego partner, rodzina, koledzy itd. odgrywają ściśle przypisane im role.

Tan, ja wiem, że to, co czytasz, burzy Ci krew w żyłach - przeszłam przez to. Mi też zmywano głowę i otwierano oczy. Wściekałam się, uważałam, że ludzie bzdury piszą czy mówią, że mają wypaczony obraz mnie i rzeczywistości, a tak naprawdę to oni mieli rację. Teraz wiem, że oni też wściekali się, burzyli i nie wierzyli, kiedy im oczy ktoś otwierał - dzięki temu potrafili mi potem pomóc.
Tan, z alkoholem się nie walczy. To sprytna bestia. W walce z nim i alkoholikiem zawsze polegniesz. Rób swoje. Terapia Ci się przyda. Mityngi też. Kochaj swojego alko (bo alko nade wszystko potrzebują miłości) ale kochaj go mądrze i twardo, czyli pozwól mu zrozumieć, że ma poważny problem. To dla niego jedyna szansa, żeby mógł wreszcie zacząć naprawiać swoje życie (naprawiać ma je on, a nie Ty - żeby to było jasne. Ty naprawiaj siebie.).
BTW: Meegi ma rację, pisząc Ci, że skaczesz ze skrajności w skrajność. Nie wmawiamy Ci problemu - bo problem jest. Ja go widzę - wiesz czemu? Bo też kiedyś myślałam podobnie, jak Ty.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jasnygwint, Teraz-albo-nigdy

Dylematy współuzależnionej 2018/07/11 15:19 #42486

  • Teraz-albo-nigdy
  • Teraz-albo-nigdy Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik
  • Posty: 21
  • Otrzymane podziękowania: 11
Dzieki jasnygwint, Enda i Meegi (też za prywatną wiadomość). Aż mi się łza zakreciła w oku. A raczej nie płakałam. Po tylu rozstaniach już mi jakoś mniej przykro. Tak jakbym się tego przecież spodziewała. Bo ja wiedziałam, że tak będzie. I wiem, ze gdybym mu to wybaczyla, to byloby tylko gorzej. Dobrze przez 3 lub 4 miesiace i znowu zaciag.
A teraz.. Postanowiłam pobyc sama ze sobą i niedlugo wyjechać na swoj osobisty detoks. Zupełnie sama. Przykro mi mówić, ale zawsze chcialam pojechać w nieznane sama. I teraz to zrealizuje.
Odlacze sie na te kilka dni od telefonu, internetu. Sprawdze, co u mnie słychać.
Dzieki jeszcze raz za cieprliwosc do mnie.

Poszukam tez alanonu. Tym bardziej ze kiedys bylam na zjezdzie alteen. Bylam jeszcze dzieckiem i to bylo w takiej miejscowości Rochna. Ciekawe przezycie swoja droga.
Wszystko może się zmienić. Ważne, jak Ty na to reagujesz.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jasnygwint, Enda

Dylematy współuzależnionej 2018/07/11 17:55 #42487

  • jasnygwint
  • jasnygwint Avatar
  • Wylogowany
  • Profesjonalista
  • Posty: 1535
  • Otrzymane podziękowania: 692
4d Witam no to ruszaj do Lichenia?? 9g
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dylematy współuzależnionej 2018/07/11 23:21 #42489

  • Enda
  • Enda Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 15
  • Otrzymane podziękowania: 25
1b Brawo, Tan! Taka samotna wyprawa może zmienić Twoje życie - na plus. Terapia pomoże Ci zrozumieć siebie. Będąc bardziej świadoma siebie, będziesz też silniejsza i bardziej odporna na manipulacje - nie tylko Twojego alko byłego narzeczonego.
Uważam, iż to, że zerwałaś zaręczyny, nie jest objawem Twojej słabości, ale wręcz przeciwnie: siły, bo świadczy o tym, że potrafisz JESZCZE chronić siebie. Jeszcze - gdyż pogrążanie się w bagnie współ... i wciągnięcie w taniec z alkoholikiem szybko tę umiejętność potrafi zniszczyć. Stąd już tylko krok do utraty samej siebie. A to prowadzi do tego, że wpadasz w szaloną spiralę huśtawek emocji. Mając siebie, masz wszystko i TY wtedy rozdajesz karty w życiu.
Wypocznij, Tan. Odnajdź siebie - z całego serca Ci tego życzę :-).
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jasnygwint, solo6971
  • Strona:
  • 1
  • 2